niedziela, 1 września 2013

Rozdział 10


28 lipiec.

Wakacje w Chorwacji uważam za udane. Super klimat, super ludzie, po prostu wspaniałe miejsce! Poznałam dwie rówieśniczki Camille i Susane . Na początku, sądziłam, że ciężko będzie mi się z nimi porozumieć, jednak, myliłam się. Dziewczyny biegle mówiły po angielsku. Tak, więc poznałam nowe koleżanki, z którymi (obiecałyśmy to sobie) będę utrzymywać kontakt przez Skypa i bardzo prawdopodobne, że dziewczyny przyjadą do Polski w następnym roku. Niezmiernie się cieszę z tego powodu. Jeszcze dzisiaj umówiłam się z Krzyśkiem, nie mogę się doczekać tego spotkania.

***

Właśnie szłam w umówione wcześniej miejsce. Krzysiek siedział na murku i machał mi ręką, uśmiechnęłam się i odwzajemniłam jego gest. Kiedy podeszłam bliżej, Krzysiek wstał, pocałował mnie i przytulił.
-Stęskniłem się.-powiedział szeptem, a jego głos łaskotał mnie po policzku.
-To chyba oczywiste, jeżeli powiem, że ja też.-powiedziałam równie cicho.
-To fakt.-zaśmiał się Krzysiek. - A jak wyjazd? -kontynuował.
-Wspaniale. Wyjątkowo udany. Chorwaci są bardzo sympatyczni, no i przyjaźni. Poznałam dwie dziewczyny: Camille i Susane. A... zapomniałabym. Mam cos dla Ciebie.-powiedziałam i wyjęłam z torebki niewielkie zawiniątko.
-Co to takiego? -zapytal Krzysiek.
-Rozpakuj a się przekonasz.-powiedziałam, trzymając go w lekkim napięciu.
Po chwili prezent był już rozpakowany.
-I jak Ci sie podoba.?-zapytałam.
-Woow...Dziękuję ..-zachwycał się Krzysiek.
-To właśnie bransoletka z Chorwacji .-wytłumaczyłam.
-Rozmawiałeś z Maćkiem ?- zapytałam w końcu.
-Nie chcę o tym rozmawiać...- to mówiąc puścił mnie ze swych objęć.
-Ale dlaczego.? Przecież byliście przyjaciółmi.
-No właśnie...byliśmy .Czas przeszły.-oznajmił Krzysiek.
-Czemu przekreślasz tyle lat przyjaźni? Przecież Maciek powiedział Ci prawdę, przeprosił Cię. -powiedziałam niemal z wyrzutem.
-A dlaczego Ty go bronisz?
-Ja go nie bronię, ja nikogo nie bronię, tylko się pytam, bo tego nie rozumiem...A zresztą nie odpowiadaj pytaniem na pytanie...-rzuciłam sucho.
Nastała chwila milczenia. Nie lubię takich momentów...
-Powiesz coś ?-zapytałam.
-Ta rozmowa nie ma sensu.-odrzekł.
-Tylko tyle ?-zapytałam zdziwiona.
-A co mam Ci jeszcze powiedzieć? Czy Ty myślisz, że po tej sytuacji z Maćkiem , ja mu od tak wybaczę i wszystko będzie jak dawniej? Otóż nie. Nic nie będzie jak dawniej.-powiedział z wyrzutem.
-Wiesz co, faktycznie, ta rozmowa nie ma sensu.- odpowiedziałam i odwróciłam się na pięcie.
-Nie odchodź ! Zostań, proszę.- powiedział z wyrzutami sumienia Krzysiek.
-Jak sobie to wszystko przemyślisz, to pogadamy. Chyba oboje potrzebujemy czasu.-powiedziałam, nie odwracając się.

***

Wracając do domu, zastanawiałam się czy to wszystko ma sens. Kochałam Krzyśka, ale nie rozumiałam jego decyzji. Już od progu przywitała mnie mama.
-Wszystko w porządku?- zapytała z troską w głosie.
-Nic nie jest w porządku-zacytowałam słowa Krzyśka.- Będę na górze- rzuciłam.
-Jak będziesz chciała porozmawiać, to wiesz, gdzie mnie szukać.
-Tak, wiem. Dziękuję.- krzyknęłam już ze schodów.
Od razu po wejściu do pokoju rzuciłam się na łóżko. Spojrzałam na telefon. Pięć nieodebranych od Krzyśka, i w dodatku kilka sms'ów.
`Nie mam dzisiaj do tego głowy. Muszę odpocząć. -pomyślałam w duchu i zasnęłam.