sobota, 31 sierpnia 2013

Rozdział 9


20 lipiec.

Zgodnie stwierdziłyśmy, że ten wyjazd mi się przyda. Będę miała czas na przemyślenia. Przed kilkoma minutami spakowałam walizkę. Jeszcze tylko obiad, i wyjeżdżamy.


Właśnie spakowałam walizkę do samochodu, gdy nagle ujrzałam Krzyśka. Uśmiechał się, chociaż widziałam jego lekkie zdenerwowanie na twarzy.
-Cześć. Możemy się przejść? -odpowiedział zmieszany.
Odwróciłam się. Mama stała w drzwiach i porozumiewawczo mrugnęła okiem.
-No dobrze, ale jak widzisz nie mam za wiele czasu.
Szliśmy w milczeniu. Chcąc przerwać tę ciszę, zapytałam:
-Co tu właściwie robisz? Myślałam, że po tej sytuacji z...hm...Maćkiem , której byłeś świadkiem, nie odezwiesz się już do mnie.- powiedziałam w dalszym ciągu ze zdziwieniem spowodowanym jego obecnością.
-Ja..to znaczy, wczoraj był u mnie Maciek i powiedział mi całą prawdę, jak było, że to tylko i wyłącznie jego wina… Chciałbym Cię przeprosić.-oświadczył Krzysiek.
-Przeprosić? Mnie? Za co?- zapytałam ze zdziwieniem w głosie.
- Za to, że Ci wcześniej nie uwierzyłem.-odrzekł.
-Wiem jak to wyglądało i wcale się Tobie nie dziwię... A zresztą: było, minęło.
-Czyli...miedzy nami jest jak dawniej? -zapytał nieśmiało.
-Tak, oczywiście.-odpowiedziałam i po raz pierwszy od kilku dni pojawił mi się uśmiech na twarzy.
-Szkoda, że wyjeżdżasz..to znaczy...będę tęsknił.-wydusił z siebie Krzysiek.
Właśnie chciałam coś powiedzieć, gdy nagle Krzysiek przyciągnął mnie do siebie, a następnie pocałował. Chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie.


Po kilkunastu minutach spędzonych w objęciach, Krzysiek odprowadził mnie pod mój dom. Po drodze trzymaliśmy się za ręce, rozmawialiśmy i śmialiśmy się. Gdy znaleźliśmy się pod moim domem Krzysiek pocałował mnie po raz ostatni, pożegnał się i odszedł. Jeszcze kilka minut patrzyłam jak znika za zakrętem. Nagle ktoś mnie klepnął na ramieniu, to mama.
-Gotowa? -zapytała.
-Tak, jak najbardziej.- odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- W końcu jesteś szczęśliwa.-zauważyła mama.
-Mam swoje powody.- odparłam i odwróciłam się na pięcie.
Kilka minut później siedziałam już w samochodzie. Ruszyliśmy. W tym samym momencie dostałam sms'a :
`Szerokiej drogi. Kocham Cię. Twój Krzysiek`.
Przytuliłam telefon do piersi. Czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie.



Jakąś godzinę temu dojechałam. Zapowiada się fantastycznie. Widoki są super. Dzisiaj swój czas poświęcę na rozpakowanie się, jutro zaś, rozpocznę zwiedzanie miasta. Podczas podróży sms'owałam z Krzyśkiem. Z jednej strony cieszę się, że z nareszcie mi się z nim układa, ale z drugiej strony zastanawia mnie sprawa z Maćkiem . Dlaczego poszedł do Krzyśka i mu wszystko powiedział? Czyżby męczyły go wyrzuty sumienia? Niby nie powinnam się nim przejmować, bo jestem z Krzyśkiem, ale jednak żal mi go. Biedny chłopak ma złamane serce. I to przez kogo? Nie mogło być inaczej-przeze mnie...Czuję się z tym źle...Teraz żałuję, że gdy przyszedł do mnie z przeprosinami, ja go tak potraktowałam. Zrównałam go z ziemią. Dziwnie się z tym czuję. Chyba po moim powrocie powinnam go przeprosić...Tylko co na to Krzysiek? Kocham tego chłopaka za spontaniczność i namiętność, ale równocześnie Maciek nie jest mi obojętny...o jeju...czemu to wszystko takie trudne.? Powinnam się cieszyć. Krzysiek to naprawdę wspaniały chłopak i do tego jest przystojny. Im bardziej o tym myślę tym bardziej nie wiem co robić.. Chyba jednak pójdę się przewietrzyć...